poniedziałek, 8 grudnia 2014

Nuda, panie. Nic się nie dzieje




HOBBIT. NIEZWYKŁA PODRÓŻ (The Hobbit. An Unexpected Journey), reż. Peter Jackson, USA-NZL 2012

Nudna jak flaki z olejem historia wyprawy infantylnej bandy karłów o kretyńskich imionach na smoka nie może wiele stracić na adaptacji. Owszem, zyskuje nawet rozwleczona do trzech części, ale jednak lepiej gdy Martin Freeman gra Rembrandta. Dla niego, dla Agaty Buzek, a przede wszystkim dla nas:



piątek, 5 grudnia 2014

007 znowu nadaje (się), a J-23 wprost przeciwnie


SKYFALL, reż. Sam Mendes, GB-USA 2012

I tak oto ze Stacji Zapomnianych Agentów powróciliśmy do domu. Warto było znieść czyściec Casina Royale (reż. Martin Campbell, GB-USA 2006) i Quantum of Solace (reż. Mark Forster, GB-USA 2008) *), by zobaczyć, jak bondowska saga po pół wieku zatacza krąg do początków. Dostajemy największe bodaj w historii cyklu nagromadzenie wybitnych aktorów na metr bieżący taśmy oraz najulubieńsze wyróżniki bonderów w nowych wariantach. Nawet pannę Moneypenny, której tak dotkliwie było nam brak.

PS Kto wie, może w następnej części dadzą wreszcie zagrać Craigowi czarującego przystojniaka?

*) Ba, twierdziliśmy nawet, że 007 już nigdy nie wróci!



HANS KLOSS. STAWKA WIĘKSZA NIŻ ŚMIERĆ, reż. Patryk Vega, POL 2012

Skoro już się jest tym karłem, co wdrapał się na ramiona olbrzyma, nie należy zaczynać od zepsucia tytułu bijącego na głowę wszystko, co kiedykolwiek wymyślili Ian Fleming i epigoni. I żadne aktorskie wygi nie pomogą, jeśli nic nie dostały do zagrania (widać Pasikowski i Vega nie mieli telefonu do Andrzeja Zbycha). Mogło wyjść cacko, nawet z dziurką. Wyszła dziurka, która wchłonęła inteligencję, wdzięk i autoironię oryginału.

PS Pamiętacie, jak Kloss mawiał z błyskiem w oku: "To świetna dziewczyna"? A pamiętacie te dziewczyny? No to tylko pamięć nam została.

PPS Tak, wiemy że Andrzej Zbych to spółka autorska Andrzeja Szypulskiego i Zbigniewa Safjana. Wiemy też, że obydwaj zmarli w 2011.

Na pocieszenie - śpiewali to też Skaldowie, ale oto wersja samego Stanisława Mikulskiego:


wtorek, 2 grudnia 2014

PORTRETY NIEKONIECZNIE WE WNĘTRZU



SZALONA MIŁOŚĆ (Amour fou), reż. Jessica Hausner, AUT-LUX-GER 2014

Gdyby Edward Hopper był niemieckim malarzem romantycznym... - myślimy, patrząc na ascetycznie harmonijne kadry Martina Gschlachta. A przecież nim był tak samo, jak i siedemnastowiecznym Holendrem. W żywych obrazach zgodnych z gustem epoki opowiada nam się lekko ironicznie (również z tymże gustem) o pragnieniu śmierci pewnego poety (Heinricha von Kleista) i jego platonicznej kochanki (Henriette Vogel). Tyleż w tym ekspozycji, co i przysłonięcia, a młodość durna i chmurna dba o równe ułożenie serwetek. W końcu to germańskie burza i napór.

--> https://www.youtube.com/watch?v=y8F37hJIf70


SIOSTRY I SCHILLER (Die geliebten Schwestern), reż. Dominik Graf, AUT-GER-SUI 2014

Spodziewaliśmy się troszkę Gotyku Kena Russela (GB 1986), a tu kilkunastoletni romans epistolarny nam się dostał, wysnuty z jednego nadpalonego arkusika dotrwałego do naszych czasów. Pióra gęsie biegną po papierze, atrament się rozlewa, pieczęcie w laku odciskają, wicher duje, wodospad huczy, galopują konie z rozwianymi grzywami. Soczysta i solidna biografia uczuć Friedricha Schillera i sióstr von Lengefeld - jak się okazuje, to on był w ich związku tym trzecim. Jednak: Kto kobietę lubą zyskał, niech się włączy w wspólny szał. A co dopiero dwie!



--> https://www.youtube.com/watch?v=RIuz6_ipl6o

czwartek, 16 stycznia 2014

Niektórzy myślą, że to film wszech czasów. I jest ich niepokojąco wielu



AVATAR, reż. James Cameron, USA 2009

Cóż, i tym razem polska kinematografia była pierwsza. Konkretnie Janusz Majewski w 1964.*)

PS Przy pierwszym podejściu zasnęliśmy po kwadransie. A właściwie po pół godzinie, bo oglądaliśmy w przyspieszonym tempie.

PPS Czy po trzydziestu jeden latach pracy twórczej nie powinno się dojrzeć emocjonalnie 
i artystycznie?

PPPS Owszem, skądś znamy te charakterystyczne wielkie oczy, płaskie nosy i spiczaste uszy. 
Z Labiryntu fauna (El laberinto del fauno, reż. Guillermo del Toro, ESP-MEX-USA 2006). I nie tylko.

*) Patrz tu.

A na deser Peter Stults  (z Alternate Universe Movie Poster):


...oraz trochę minimalizmu dzięki Speckyboyowi:



piątek, 25 października 2013

Bo ja jestem, proszę pana, na zakręcie


PORTRET DAMY (The Portrait of a Lady), reż. Jane Campion, USA-GB 1996

Gdyby ten film był kobietą, byłby wcieloną doskonałością od opuszków palców u nóg po cebulki włosowe na czubku głowy. Wszystko tu jest celowe i celne (co nie zawsze bywa jednoznaczne), wychodząc od nieniewolniczej wierności znakomitemu pierwowzorowi literackiemu i opierając się na wyśmienitej obsadzie. Kibicujemy Isabel Archer nawet nie zgadzając się z jej wyborami, bo jest bohaterką pełnokrwistą i cholernie wiarygodną psychologicznie, jak zwykle u Jane Campion zresztą.

PS Czytając starego dobrego Jamesa, znaleźliśmy kilka idealnych dla siebie epitafiów:

W jej duszy szczęście wolności i ból istoty wykluczonej z gromady łączyły się ze sobą nierozerwalnie.

Fama osoby niezwykle oczytanej otaczała ją niby obłok spowijający boginię w poemacie epickim.

Miała wiele różnych teorii i niezwykle żywą wyobraźnię.
  
Ilekroć na sercu ciążyła jej troska, umiała za pomocą mądrze dobranej książki zapomnieć o tym.

Los obdarzył ją bystrzejszym umysłem niż większość ludzi, wśród których przypadło jej się obracać; ogarniała zawsze widnokręgi rzeczywistości i starała się zdobywać wiedzę o rzeczach mało znanych.


FRANCES HA, reż. Noah Baumbach, USA 2012

Dlaczego tak łatwo przychodzi nam uwielbienie dla Grety Gerwig? Bo podobnie jak naszemu ulubionemu allenowskiemu alter ego - znerwicowanemu nowojorskiemu intelektualiście - życie wymyka się jej bohaterce (którą wymyśliła i fantastycznie zagrała) z rąk. Nawet gdy już dociera do Paryża, nie podzieli losów Sabriny, oj nie. Pecha ma jak stąd do wieczności, jej tragedie są komiczne a przypadki zabawne wcale nie takie wesołe, co czyni ją postacią z kości i krwi, naszych kości i krwi. Życie jest zbyt poważne, żeby jeszcze o nim poważnie mówić - pisał nieodżałowany Oscar Wilde, mając w całej rozciągłości rację. A co zgubione, musi się w końcu odnaleźć. 


ŻYCIE ADELI - ROZDZIAŁ 1 I 2 (La Vie d'Adèle - chapitre 1&2 / Blue is the Warmest Color), reż. Abdellatif Kechiche, FRA 2013

Przez trzy godziny projekcji (dystrybutorzy kokietują jak w supermarketach, że 2:59, że 2:57) Adela nawet przez sekundę nie przybiera inteligentnego wyrazu twarzy, w zamian zaś smarka, płacze, jęczy, obślinia (się oraz podmioty odrębne) i rzęzi w dowolnych konfiguracjach. Jej nijakie losy nie obchodzą nas kompletnie, nawet osławione sceny erotyczne (że nigdy jeszcze w kinie seks lesbijski nie został pokazany z taką otwartością, że do tej pory tak odważnego obyczajowo filmu nie nagrodzono Złotą Palmą, że tra-ta-ta, że brekekeks) stają się po trzech minutach własną parodią. Przypomina nam się - z zupełnie innej beczki - absurdalnie wielki statek kosmiczny z ujęcia otwierającego Kosmiczne jaja Mela Brooksa, który się ciągnie i ciągnie, i ciągnie... Właściwie pozostaje tylko być wdzięcznym, że darowano nam rozdziały 3 i 4.

PS Młodzież francuska, jak się okazuje, czyta lektury szkolne z zainteresowaniem, jest wdzięczna nauczycielom za objaśnienia i ochoczo dyskutuje o książkach także w czasie pozalekcyjnym tudzież chadza na demonstracje przeciwko obcinaniu finansów na edukację. Polonistom zalecamy zaopatrzenie się na czas seansu w większą ilość chusteczek.

poniedziałek, 16 września 2013

Była sobie nauczycielka




AGORA, reż. Alejandro Amenábar, ESP 2009

Kiedyś kręcono panoramiczne superprodukcje o okrutnych prześladowaniach chrześcijan - dziś o okrutnych prześladowaniach przez chrześcijan. Wszystkie one opowiadają raczej o powierzchownej wyobraźni swoich twórców i odbiorców. Skoro jednak autor odkrywczego „Otwórz oczy” odwołuje się do nieznośnych stereotypów, musi to robić w określonym celu: fanatyków nowej religii grają Arabowie - żeby świat zachodni, ku którego rozrywce usiłowano odgrzać historię Hypatii, nie miał najmniejszych wątpliwości, kto tu jest naprawdę wredny.

PS Historia mówi, że aleksandryjscy chrześcijanie około 415 roku dokonali samosądu na matematyczce i filozofce ze szkoły neoplatońskiej o imieniu Hypatia, cieszącej się powszechnym szacunkiem u przedstawicieli wszystkich istniejących wówczas wyznań. Dopiero wiek upłynął od Edyktu Mediolańskiego, którym Konstantyn Wielki po niemal trzystu latach zakończył prześladowania i przyznał chrześcijanom prawo do praktyk religijnych na terenach cesarstwa. I pomyśleć, że chrześcijaństwo startowało jako pierwsza religia, która z pogardzanych kobiet i niewolników czyniła ludzi...

PPS Rachel Weisz jest piękna. Ale to za mało.




środa, 4 września 2013

GDYBY PARADŻANOW BYŁ GREKIEM


Meteora (Μετέωρα), reż. Spiros Stathoulopoulos, GRE-GER-FRA 2012

Do Teodora prowadzi niezliczona ilość stopni, do Uranii nie ma żadnej ścieżki poza napowietrzną. Spotykają się pośrodku pejzażu nie zmienionego od siedmiuset nieomal lat. Można zejść w doliny, ale tam już trudniej odnaleźć harmonię świata.

Stathoulopoulos pisze film jak ikonę i wbrew tekstom promocyjnym nie stawia bohaterów przed wyborem między wiarą a miłością - do Boga, który ma nieskończoną ilość aspektów, wiedzie nieskończona ilość dróg.